wyborcza.pl
  Otwórz w przeglądarce  
         
     
   
     
  Komentuje: Grzegorz Wysocki, 
publicysta „Gazety Wyborczej”, wcześniej szef WP Opinii. Czyta papierowe książki i gazety, ogląda seriale.
 
 

Dzisiaj będzie o związkach. Politycznych. Co łączy polityków rządzącego obozu z gwiazdami disco polo, a co z Wirtualną Polską?

Na wstępie zaryzykowałbym tezę, że generalnie Polacy dzielą się na tych, którzy słuchają disco polo i na tych, którzy publikują żarliwe teksty o swej do disco polo ogromnej niechęci. Kolejna odsłona ogólnonarodowej dyskusji na temat, czy jesteśmy „społeczeństwem, które nazywa się disco polo” (słowa aktorki Małgorzaty Potockiej z 1995 roku) toczy się co najmniej od grudniowych świąt, kiedy to TVP wyemitowała słynny benefis Zenona Martyniuka zorganizowany w filharmonii.

Chwilę później mieliśmy discopolowy sylwester z TVP (i z Zenonem) oraz wysyp uczonych wypowiedzi znanych i (nie przez wszystkich) lubianych. Na przykład pisarka Maria Nurowska zaczęła tęsknić za protektoratem Rosji, kiedy to wszyscy może i byli “niebogaci materialnie”, ale za to “czytaliśmy Gombrowicza, wiersze Barańczaka, do teatru chodziliśmy na Dziady”. Z kolei Hanna Lis po Sylwestrze Marzeń twittowała, że “towarzysz Kurski” domyka - po Sowietach i hitlerowcach - dzieła “wymordowania lwiej części polskiej inteligencji” (tyle że tym razem “bez jednego wystrzału”).

Już za niecały miesiąc szykuje się kolejna okazja do rozgrzania sporu – w walentynki do kin wchodzi „Zenek”, czyli fabularyzowana historia Martyniuka, przeniesione na duży ekran życie i twórczość lidera Akcentu.

We wstępniaku w najnowszym numerze „Polityki” redaktor naczelny Jerzy Baczyński pisze o podziale na „biegunów i trybunów”: „Państwowy mecenat redukowany jest więc do patriotycznego muzealnictwa, folkloru, historycznych spektakli i prostej rozrywki. Władza znów odtwarza podział na kulturę elitarną (trudną, jak książki Tokarczyk dla ministra Glińskiego), „udziwnioną” oraz ludową, której symbolem stało się lansowanie niemiłosiernie przez rządową telewizję zdrowe, rześkie i sprośne disco polo”.

W poprzednim wydaniu „Wprost” (Martyniuk na okładce, tematu numeru: „Jak się zarabia na disco polo?”) ukazał się również dwugłos „Inteligent a oczy zielone”. Magdalenę Środę i Jana Wróbla zapytano o to, czy telewizja publiczna powinna w ogóle promować disco polo.

Filozofka odpowiedziała, że telewizja publiczna nikogo nie promuje, bo „nie jest prawdą, że mamy telewizję publiczną”: „Mamy kilka kanałów zawłaszczonych przez PiS, gdzie pokazywane są obyczaje, poglądy i zamiłowania członków tej partii oraz jej sympatyków. W programach kulturalnych króluje Zenek Martyniuk, w programach „na każdy temat” - Ryszard Czarnecki, w programach prawnych – Krystyna Pawłowicz, w biznesowych – Marian Banaś, w sportowych i tanecznych – Andrzej Duda, a w programach przyrodniczych (jako cud natury) Magdalena Ogórek”.

Z kolei Jan Wróbel przyznaje, że w dziedzinie disco polo – jak typowy polski inteligent – jest abstynentem, ale postuluje, by telewizja publiczna promowała „chociaż trochę lepszego disco polo”: „Skoro, jak twierdzą znawcy, są różnice między Zenkiem Martyniukiem a naśladowcami Bayer Full, nadawajmy lepszy gatunek. Nawet wódka, jak mówią, potrafi inaczej smakować, w zależności od producenta”.

Środa pisze też, że Martyniuk to „bardzo utalentowany działacz rozrywkowy”, który ładnie śpiewa, a teksty jego piosenek przejdą do historii, więc jego samego nie ma się co czepiać. Od samego Zenka i milionów jego słuchaczy abstrahuje też w felietonie Roman Kurkiewicz („Przegląd”): „Interesująca jest w tej sytuacji rola państwa – w tym wypadku instytucji całkowicie bezpodstawnie nazywanej telewizją publiczną, która ten rodzaj aktywności promuje, propaguje, nagłaśnia i dofinansowuje. […] To stosowanie przez obecną władzę przemocy symbolicznej wobec grup określanych mianem elit, które należy Martyniukiem (niech mu harmonia mundi lekką będzie) zmasakrować”.

Co więcej, felietonista „Przeglądu” uważa, że państwo, które serwuje „ten rodzaj pseudoludowej muzyki, dokonuje powszechnej lobotomii. Aplikuje wstrząsy elektromagnetyczne”. I jeszcze: „Operacja disco polo jest operacją wojenną, sprzeciw wobec niej nie jest obroną klasowych, kulturowych przywilejów, to samoobrona naszych mózgów”.

A co na to wszystko odpowiedziałby Baczyńskiemu, Środzie czy Kurkiewiczowi pasek informacyjny w głównym wydaniu „Wiadomości”? „Pseudoelity zazdroszczą Polakom sylwestra”. To nie żart – oczywiście, że taki pasek pojawił się w jednym z posylwestrowych wydań programu.

Odsyłam jeszcze do najnowszego „Newsweeka”, gdzie znajdziemy ciekawy reportaż Elżbiety Turlej zbudowany wokół ogromnego, bo czteropiętrowego muralu z Zenkiem Martyniukiem w Białymstoku. Twórca dzieła, niejaki Miś Bimbrownik, mówi: „Wszyscy jesteśmy Martyniukami, bo w miastach takich jak Białystok większość mieszkańców jest napływowa. Ruszyli w świat tak jak Zenek, chłopak ze wsi Gredele”.

Dodajmy, że Miś Bimbrownik ma dość ambitne plany na kolejne miesiące. Na fali sukcesu filmu „Zenek” chce wysłać Martyniuka na 26. Pol'and'Rock Festival, a następnie zorganizować zrzutkę na monumentalną rzeźbę: „Zenek będzie większy od Chrystusa w Świebodzinie. Stanie na najwyższym szczycie w Rysach. I to on będzie patrzył na całą Polskę, a nie Polska na niego”.

Zdecydowanie jednym z najważniejszych i najmocniejszych tekstów dziennikarskich tego tygodnia nie jest jednak żaden z tekstów o związkach rzadzących polityków i publicznej telewizji z gwiazdami disco polo, tylko śledztwo Sebastiana Klauzińskiego (OKO.press), który we wstrząsającym tekście ujawnił, jak Wirtualna Polska promuje Zbigniewa Ziobrę („Łączy nas z Ministerstwem Sprawiedliwości wiele interesów”).

Zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem robi się tylko ciekawiej: „„Nie będę demolował interesów z Ministerstwem Sprawiedliwości, dlatego, że wisi na tym twoja pensja, twoja pensja i jeszcze pensje 25 innych osób" – mówił na zebraniu z pracownikami Wirtualnej Polski jej wiceszef Tomasz Machała. Wspólne "interesy" oznaczają cenzurę, konsultowanie artykułów z żoną Ziobry oraz pisanie tekstów promujących ministra i jego ludzi” - czytamy.

Z ustaleń OKO.press wynika m.in., że w ostatnich latach krytyczne teksty na temat resortu sprawiedliwości i samego Ziobry były „blokowane, cenzurowane lub usuwane ze strony głównej”, a dziennikarze WP „musieli dzwonić do Patrycji Koteckiej, żony ministra sprawiedliwości, oraz do ludzi związanych z resortem, żeby ustalać ostateczne wersje tekstów”. Co więcej, „w serwisach należących do WP były publikowane teksty-laurki promujące Ziobrę, jego ludzi i pracę ministerstwa. Bardzo często teksty te były publikowane pod nazwiskami nieistniejących dziennikarzy – np. Krzysztofa Suwarta. Jak opowiadali nam pracownicy WP, działo się tak, bo prawdziwi dziennikarze nie chcieli się pod takimi materiałami podpisywać własnym nazwiskiem”.

W efekcie publikacji Tomasz Machała już „poprosił o urlop”, a zarząd i rada nadzorcza WP chce powołać specjalny wewnętrzny zespół „w celu jak najszybszego zbadania tez pojawiających się w mediach”. Co ciekawe, w oświadczeniu zarządu redaktor naczelny i wiceprezes WP nagle nazywany jest „redaktorem Tomaszem Machałą”. Zwraca również uwagę fakt, że zarzutowi, jakoby dziennikarze WP musieli konsultować np. z Patrycją Kotecką, „kategorycznie zaprzecza” w oświadczeniu jedynie świeżo urlopowany naczelny. Zarząd firmy potwierdza? O niczym nie wiedzieli? Są wdzięczni redakcji OKO.press za ujawnione informacje?

W każdym razie – świetna dziennikarska robota, ważne i potrzebne śledztwo, lektura obowiązkowa.

Jak skomentował na Facebooku Michał Danielewski (OKO.press, wcześniej „Gazeta Wyborcza”): „Jeśli macie wątpliwości, po co inwestować w abonament OKO.press, albo prenumeratę "Wyborczej", nasz tekst o Wirtualnej Polsce daje wam odpowiedź: bez bezpośredniego finansowania od czytelników na dużą skalę, wszystkie media albo będą musiały dostosować się do trendów biznesowych wyznaczanych przez WP, albo umrą”.

I jeszcze: „Media tradycyjne słabną na całym świecie, ale w Polsce mamy specyficzną sytuację totalnej dominacji portali horyzontalnych, które definiują rynek reklamowy i model monetyzacji contentu, ustalają zasady i tak naprawdę przez swoją potęgę narzucają je innym mediom. Można się dostosować albo umrzeć. I tak wracamy do pierwszego zdania: albo uratują je wpłatami czytelnicy, albo głównym modelem dziennikarstwa nad Wisłą będzie artykuł o tym, że Ziobro zjadł parówkę, która mu smakowała”.

 
  Podziel się  tym newsletterem ze swoimi znajomymi.

Podoba Ci się ten newsletter? Możesz zapisać się na wiele innych. Do wyboru m.in. Optymistyczny Michała Nogasia, zwierzęcy, fotograficzny czy zdrowotny. Wybierz i trzymaj rękę na pulsie!
Zapisz się >>
 
 
 
 
  Newsletter wysłany na zamówienie użytkownika przez Agorę Spółkę Akcyjną z siedzibą w Warszawie, 00-732 Warszawa, ul. Czerska 8/10, wpisaną do rejestru przedsiębiorców prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy, Wydział XIII Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem KRS 59944, kapitał zakładowy w wysokości: 46.580.831.00 zł, wpłacony w całości, NIP 526-030-56-44, adres serwisu korporacyjnego www.agora.pl. Wszelkie zapytania i uwagi dotyczące Newslettera proszę kierować pod adres: pomoc@wyborcza.pl. W celu rezygnacji z newslettera, użyj tego linka