Wyborcza
autor   Przygotowała Olga Woźniak,
dział Nauka, Strefa Nauczyciela

W czwartek Sejm skierował do dalszych prac w komisji projekt ustawy „Stop pedofilii”, w którym kryje się kontrowersyjny zapis o karaniu więzieniem za edukację seksualną. Osobom, które na terenie szkoły zajmują się "pochwalaniem albo propagowaniem seksu", czyli szczerze rozmawiają z młodymi ludźmi o życiu seksualnym człowieka,  będzie groziła kara nawet pięciu lat więzienia.

Zakaz edukacji seksualnej to obywatelski projekt Fundacji Pro - Prawo do Życia. Zebrała pod nim ponad 263 tys. podpisów. Przypomnijmy: to ta sama fundacja, która epatuje na ulicach zdjęciami zakrwawionych płodami. I ta sama, która chciała karać kobiety za dokonanie aborcji, wywołując serię czarnych protestów na ulicach miast. Fundacja działa w 44 miastach, w których m.in. organizuje kursy „Jak działać w obronie życia”.

Przed wprowadzeniem ustawy przestrzegają naukowcy z Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. Uważają, że przyniesie to skutki odwrotne do zamierzonych. 

„Choć autorzy ustawy deklarują, że ich celem jest 'ochrona dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją', to skutek ewentualnego zakazu będzie dokładnie przeciwny – wzrośnie zagrożenie przemocą seksualną w Polsce - piszą specjaliści. - Stanie się tak, ponieważ edukacja seksualna jest podstawowym działaniem zmniejszającym prawdopodobieństwo stania się zarówno ofiarą, jak i sprawcą przemocy seksualnej”. 

 - Ja się nie boję, że zamkną mnie do więzienia, bo porozmawiam z uczniami o seksie. To tylko straszak. Obawiam, że prawo wpłynie na zmianę mentalności na wiele lat. Bo nauczyciele będą się obawiali rozmawiać. Uczniowie będą bali się pytać, żeby nie sprowadzić na swoich nauczycieli kłopotów. Staniemy się społeczeństwem, w którym jakakolwiek rozmowa o tym, że wartości mogą się różnić, będzie niemożliwa – mówi Agnieszka Gabryelska, nauczycielka historii w poznańskim I LO.

 Przez ostatnie dwa lata katolicka organizacja Ordo Iuris  w niemal 700 szkołach szukała przypadków działalności grożącej „demoralizacją dzieci”. Prześwietlała, czy na dodatkowe zajęcia prowadzone w szkole zgodziły się rady rodziców. Kiedy dopatrzyła się nieprawidłowości, zgłaszała sprawę kuratoriom.

Wygląda na to, że za chwilę takie działania zyskają poważną podstawę prawną. 

 
To też warto przeczytać
 
Ta dzisiejsza młodzież. Jest beznadziejna, prawda?

Włoski strajk w szkołach przesunięty. Nauczyciele mieli obawy

Matematyka zaczyna się w pieluchach. Nie karć dziecka, daj mu czas i nie porównuj z innymi

Podoba Ci się ten newsletter? Możesz zapisać się na wiele innych. Do wyboru m.in. Optymistyczny Michała Nogasia, zwierzęcy, fotograficzny czy zdrowotny. Wybierz i trzymaj rękę na pulsie!

  Tutaj znajdziesz więcej informacji ze Strefy Nauczyciela  
 
 
 
  INewsletter wysłany na zamówienie użytkownika przez Agorę Spółkę Akcyjną z siedzibą w Warszawie, 00-732 Warszawa, ul. Czerska 8/10, wpisaną do rejestru przedsiębiorców prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy, Wydział XIII Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem KRS 59944, kapitał zakładowy w wysokości: 46.580.831.00 zł, wpłacony w całości, NIP 526-030-56-44, adres serwisu korporacyjnego www.agora.pl. Wszelkie zapytania i uwagi dotyczące Newslettera proszę kierować pod adres: pomoc@wyborcza.pl. W celu rezygnacji z newslettera, użyj tego linka