Wyborcza   partner
 
 

Partnerem tego wydania newslettera jest
Wydawnictwo Poznańskie

Zgadnijcie, kto to powiedział: „Literatura daje nam możliwość zmiany perspektywy. Media usiłują uprościć, znaleźć perspektywę wspólną. Zadanie literatury jest dokładnie odwrotne: pokazać, że rzeczywistość może być oglądana z wielu stron, a wszystkie perspektywy są równorzędne. W świecie jest na nie miejsce. Dobra powieść daje nam możliwość życia życiami innych ludzi. Dobrze napisaną powieścią przeżywamy świat oczami innych. Porzucamy własne ego”.

Tak jest, to Olga Tokarczuk, która w niedzielę po raz pierwszy po Noblu spotkała się z polskimi czytelnikami. Tłumami czytelników, dodajmy, bo we wrocławskim Narodowym Forum Muzyki stawiło się 2 tysiące ludzi.

Mówiła jeszcze m.in.: „Jest związek między wielkim ego a nieczytaniem. Czytelnicy dobrej literatury są bardziej świadomi”. Wątpię, by rozdając w ostatnich dniach wywiady dla największych gazet Europy miała czas na przeglądanie polskich komentarzy o jej nagrodzie, ale trudno nie pomyśleć, że to słowa zręcznie odpowiadające na deklarację ministra kultury Piotra Glińskiego, że „z książkami Tokarczuk ma kłopot, żadnej nie zdołał skończyć”.

Była też mowa o następnej powieści: „Mam ją rozgrzebaną. Ale nie będzie to książka o stosunkach polsko-ukraińskich, jak niektórzy mówią. Zaskoczy wszystkich. Już w przyszłym roku”.

Tokarczuk wspomniała też, że „ręczne sterowanie kulturą źle się kończy” i że „kulturą nie można manipulować”. Tu akurat zdania są podzielone, zwłaszcza jak się popatrzy na czteroletnie już wysiłki wspomnianego min. Glińskiego. To iście herkulesowe zmagania z lewacką hydrą, ale że rozciągnięte w czasie, jakoś przechodzi się nad nimi do porządku dziennego. A szkoda, bo - jak zauważa Witold Mrozek w skrupulatnym rejestrze ekscesów ministra - „władza traktuje kulturę poważnie”. Z tym że „kultura” to dla niej „głównie narodowo-katolicka propaganda oraz uświęcony kanon narodowy, który traktuje jednak infantylnie i wybiórczo. Cała reszta jest ledwie tolerowana, a częściej brutalnie dyscyplinowana”.
 

Ledwie tolerowana reszta jednak robi swoje, jak np. wciąż dofinansowywany przez resort Conrad Festival w Krakowie. Zaczął się w poniedziałek i gromadzi blisko dwustu intelektualistów z całego świata. W tym Didiera Eribona, którego „Powrót do Reims” ukazał się niedawno po polsku. Ta autobiograficzna, przenikliwa i empatyczna książka o awansie społecznym, któremu w klasowym społeczeństwie francuskim towarzyszy zawsze wykluczenie i upokorzenie, może być pomocna w dociekaniach nad wzrostem populizmu i resentymentu, nie tylko we Francji.

Będzie także mało na razie znany w Polsce Bill Gaston, którego z racji pochodzenia (Vancouver) opromienia globalne pięć minut kanadyjskiej literatury – dzięki boomowi na Atowood czy Noblowi dla Munro. W wielu z opowiadań ze zbioru przygotowanego specjalnie dla polskiego czytelnika ten biały facet w sile wieku przyjmuje perspektywę kobiet. Zapytałem go w rozmowie dla „Książek”, czy mu to łatwo przychodzi. Odparł: „Najpierw wyzwaniem jest wiarygodna analiza relacji damsko-męskich, a robienie tego głosem kobiety to już stopień wyżej. Jestem w związku z tym bardzo z siebie zadowolony. Tym bardziej że w tych czasach to ryzykowna uzurpacja, prawda? Wielu uważa, że mężczyzna nie powinien nawet próbować takiego zabiegu. Ale muszę zaznaczyć, że jak dotąd nie otrzymałem żadnych skarg w sensie ścisłym, za to bywają listy w rodzaju: »Jak to zrobiłeś? Wynoś się z mojej głowy!«”. Tokarczuk byłaby zadowolona, jak sądzę.

Program Conrad Festival znajdziecie tu. Warto

 

Podobnie jak warto posłuchać Mikołaja Łozińskiego w Radiu Książki.

Łoziński każe czekać na swoje kolejne książki bardzo długo. „Mam mało pomysłów i dużo wątpliwości” – tłumaczył po wydaniu poprzedniej powieści, „Książki”, to było osiem lat temu. Właśnie ukazał się "Stramer" - traktuje o polskich Żydach, którzy zniknęli, ale ponieważ im bardziej jest o ich opieczętowanym losie, tym bardziej jest także o nas teraz, bo historia - wiadomo - cały czas chce się powtarzać.

„Kiedy będzie nam tak dobrze jak za Franciszka Józefa?” – pyta swojego najstarszego syna w nagłym przypływie przenikliwości Nathan Stramer. Pyta, okładając go solidnym pasem, jedyną rzeczą, którą przywiózł z nieudanych saksów w Nowym Jorku. Jest rok 1917, pierwsza rocznica śmierci cesarza, a nastoletni Rudek czcił ją po polsku, szydząc z defilady „zawsze biorących w dupę” austriackich żołnierzy przechodzącej ulicami Tarnowa.

Młodych Stramerów jest sześcioro, w sam raz, żeby dało się opisać kilka wersji rozwoju tożsamości nieortodoksyjnych Żydów przedwojennych. Ich strategie asymilacyjne – poprzez komunizm (w którym nie będzie już zaprawdę Greka ni Żyda), poprzez ambicję czy przedsiębiorczość – ostatecznie znajdują wspólny znany koniec. Jednak Stramerowie jeszcze tego nie wiedzą, prowadzą własne intymne wysiłki, żeby załapać się na nowoczesne szczęście poza dawnym sztetlem.

To jest ważna książka w kraju, gdzie ekspansywna partyjna historiografia uprawia apoteozę II Rzeczypospolitej, stawiając ją za polukrowany wzór, a coraz mniej ludzi krępuje się używać faszystowskich symboli i miazmatów.

Zresztą, nie tylko tu. W „Ksiąźkach” drukujemy esej Arta Spiegelmana, tego od komiksu „Maus”, który idzie tropem Michaela Chabona (i jego powieści „Niesamowite przygody Kavaliera i Claya”) i zastanawia się nad wkładem Żydów, uciekinierów z Europy, w złotą erę komiksów o superbohaterach. „W marcu 1941 r. pierwszy numer »Kapitana Ameryki« był jak plakat werbunkowy. Stawiał czoło prawdziwym nazistowskim superzłoczyńcom, kiedy Superman wciąż jeszcze walczył z gangsterami i łamistrajkami, a Ameryka nadal się wahała, czy przystąpić do wojny, czy nie”. A na końcu dochodzi do swoich doświadczeń z roku 2019: „Musiałem się nauczyć, że wszystko jest dziś znów polityczne... zupełnie jak Kapitan Ameryka walący Hitlera w pysk”.

 

I jeszcze jeden dowód na słuszność tezy Tokarczuk, że „dla każej perspektywy jest miejsce”. Kim jest Malcolm XD, autor najgorętszego bestsellera sezonu? „Mówią, że zagubionym dzieckiem Eleny Ferrante i Banksy’ego, choć z włoską pisarką i brytyjskim artystą ulicznym łączy go tylko jedno – olbrzymia troska o zachowanie prywatności”. Zaczynał jako anonimowy autor past. „Jak byś wytłumaczył swojej babci, czym jest pasta?” – pytają go Natalia Szostak i Justyna Suchecka. Tłumaczy: „To krótkie opowiadanie opublikowane w internecie, które podoba się ludziom, więc je sobie przesyłają. I tak zaczyna żyć własnym życiem”.

Do tego stopnia, że doszliśmy do momentu, w którym wśród młodzieży fraza "Mój stary to fanatyk wędkarstwa" jest bardziej rozpoznawalna niż "Litwo, ojczyzno moja". I komu to przeszkadza?

Łukasz Grzymisławski
redaktor działu Świat i „Książek. Magazynu do Czytania”

***

Podoba Ci się ten newsletter? Możesz zapisać się na wiele innych. Do wyboru m.in. Optymistyczny Michała Nogasia, zwierzęcy, fotograficzny czy zdrowotny. Wybierz i trzymaj rękę na pulsie!

  Tutaj znajdziesz teksty z Książki. Magazyn do czytania  
 
Nowy numer już w kioskach
 
Książki.Magazyn do czytania
 
Materiał promocyjny Partnera
 
  Podziel się tym newsletterem ze swoimi znajomymi.
Dostałeś ten newsletter od znajomego? Zapisz się
 
 
 
 
  Newsletter wysłany na zamówienie użytkownika przez Agorę Spółkę Akcyjną z siedzibą w Warszawie, 00-732 Warszawa, ul. Czerska 8/10, wpisaną do rejestru przedsiębiorców prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy, Wydział XIII Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem KRS 59944, kapitał zakładowy w wysokości: 46.580.831.00 zł, wpłacony w całości, NIP 526-030-56-44, adres serwisu korporacyjnego www.agora.pl. Wszelkie zapytania i uwagi dotyczące Newslettera proszę kierować pod adres: pomoc@wyborcza.pl. W celu rezygnacji z newslettera,  użyj tego linka