wyborcza.pl
  Otwórz w przeglądarce  
         
   
     
   
     
  Przygotowała Olga Woźniak, 
dział Nauka, Strefa Nauczyciela
 
 

Czy możesz napisać o odchudzeniu podstawy programowej? - spytała mnie redakcyjna koleżanka. - Coraz częściej słyszę od nauczycieli i rodziców o przeciążeniu obowiązkową wiedzą. 

Tylko… że ja wcale nie chcę zmniejszenia podstawy programowej. Serio. Mam poczucie, że to dobrze brzmiące, by nie rzec, populistyczne, hasło, które ma być remedium na całe zło szkoły. A wcale nie jest. 

Nie znaczy to oczywiście, że nie widzę wszystkich wad podstawy programowej obowiązującej w dzisiejszej szkole. Widzę. Kłopot w tym, że mimo iż atrakcyjnie to brzmi i sugeruje ulgę za jednym ciachnięciem, nie można jej po prostu „odchudzić”. To trochę jak gra w jengę. Nie da się wyciągać różnych klocków, bo się reszta zawali. Zresztą, prawdę mówiąc to i tak dość chybotliwie stoi, bo się nie klei jeden bok z drugim, a po partyzanckich reformach przypomina architektoniczny patchwork. 

By wytłumaczyć, dlaczego jestem przeciwniczką demolowania  tego chybotliwego tworu, muszę powiedzieć, jak rozumiem uczenie. Otóż szkoła powinna przede wszystkim stwarzać warunki do uczenia SIĘ. Warunki. Zaimek zwrotny też ma zasadnicze znaczenie. 

Świetnie ujęła to wybitna metodyczka prof. Agnieszka Kłakówna: - W punkcie wyjścia musi być problem, który jest też problemem uczniów, który ich dotyczy, a dotyczyć może w różny sposób. 

Tymczasem podstawa programowa w ogóle tak nie działa. Jest zła z kilku powodów.  Po pierwsze ta najnowsza została napisana na kolanie przez zespół, którego tożsamości minister  Zalewska broniła jak niepodległości. Została napisana metodą doktora Frankensteina: bez spojrzenia całościowego, tu zszyta, tam sfastrygowana, tu przerobiona, tam przykrojona. Powstał potworek, który  - jak w historii Mary Shelley - zaczął swe kalekie życie. Dlatego kiedy nauczyciel fizyki każe uczniom przekształcać wzory, oni na nie mieli jeszcze algebry>> - trudno się dziwić, że leżą i płaczą.  Treści podstawy z niczym im się nie kleją, ani ze sobą, ani z życiem. Polski rozjeżdża się z historią. Biologia z chemią. Niezła sałatka. 

Po drugie, podstawę zwykle układają akademicy, którzy ucznia widzieli 20 lat temu w podręczniku. Sprawiają nierzadko wrażenie, że nie mają pojęcia, jak działa mózg, pamięć, uczenie się, że nie wspomnę o mózgu dziecka. Nie wiedzą lub nie chcą pamiętać, że aby kształtować pewne pojęcia, trzeba to robić po kolei, że nie można oczekiwać od dzieci posługiwania się pewnymi abstraktami (od których roi się np. w fizyce), , bo jeszcze nie zostały ukształtowane w ich umyśle.

Dlatego wiele treści jest dla dzieci w podstawówce za trudnych>>, bo uczniowie na tym poziomie jeszcze nie posługują się takim aparatem pojęciowym - stąd ich umęczenie i trudność. 

Ja uczę polskiego i widzę, że program z tego przedmiotu polega zbyt często na przenoszeniu do szkoły uniwersytetu w miniaturze, że znów posłużę się słowami prof. Kłakówny, autorki genialnych, podręczników do polskiego „To Lubię!”: - Literaturoznawcy chcą, żeby na polskim robić historię literatury i poetykę, językoznawcy chcą gramatyki opisowej i — generalnie — językoznawstwa, kulturoznawcy robiliby studia kulturoznawcze itd. Oznacza to mniej więcej, że od kołyski kształcą na tym polskim polonistów, stąd tzw. edukacja polonistyczna. Potem ci poloniści nie rozumieją, tego, co słyszą i co czytają, nie wiążą z tym znaczeń i takimi łatwo się kieruje. Szkoła nie jest jednak uniwersytetem, a uniwersytety od dawna zresztą też powinny się wyzwolić od takich ujęć.

Dlatego patrząc na to wszystko w ten sposób uważam, że „Odchudzić podstawę programową!” to populistyczne hasło, które głoszą osoby nie rozumiejące uczenia i szkoły. Często umęczeni rodzice patrzący na swe umęczone dzieci, łaknący rozwiązań szybkich i kategorycznych. Brzmi dobrze, ale jest... prostackie w rozumieniu procesu uczenia. 

Co zatem zrobić? Trzeba przepisać podstawę programową. Stworzyć ją na nowo, co się w najbliższych latach niestety nie stanie. Spodziewam się co najwyżej że do tego chybotliwego gmachu dorzuci się jeszcze kilka pariotyczno-bogoojczyźnianych cegieł, by wypełnić oczekiwania wypowiadane niedawno przez ministra Ziobrę>> czy premiera Morawieckiego. 

A że nie ma co w tym szukać sensu, celowości, zrozumienia? Tym bardziej mózg ucznia będzie się z tym męczyć. Bo bezsens to jest coś, co go prawdziwie wykańcza i przeciąża, wymagając uczenia pamięciowego. 

Trzeba rozjechać i wyrównać, a na tym miejscu wybudować na nowo - dać solidne fundamenty podparte odkryciami neuronauk. Inaczej to zawsze będzie prowizorka.

 
 
To też warto przeczytać
 
 
Dr Grzesiowski: Wracać do szkoły, ale 'hybrydowo'. Część zajęć online, część w ławkach >>
 
 
Dyrektorka szkoły: Boję się, że będziemy 'chłopcami do bicia' >>
 
 
Rząd zamrozi płace w budżetówce. Wkrótce ogłosi też cięcie pensji i zwolnienia. Co z nauczycielami? >>
 
 
Tutaj znajdziesz więcej informacji ze Strefy Nauczyciela  >> 
 
  Podziel się  tym newsletterem ze swoimi znajomymi.

Podoba Ci się ten newsletter? Możesz zapisać się na wiele innych. Do wyboru m.in. Optymistyczny Michała Nogasia, zwierzęcy, fotograficzny czy zdrowotny. Wybierz i trzymaj rękę na pulsie!
Zapisz się >>
 
 
 
 
  Newsletter wysłany na zamówienie użytkownika przez Agorę Spółkę Akcyjną z siedzibą w Warszawie, 00-732 Warszawa, ul. Czerska 8/10, wpisaną do rejestru przedsiębiorców prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy, Wydział XIII Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem KRS 59944, kapitał zakładowy w wysokości: 46.580.831.00 zł, wpłacony w całości, NIP 526-030-56-44, adres serwisu korporacyjnego www.agora.pl. Wszelkie zapytania i uwagi dotyczące Newslettera proszę kierować pod adres: pomoc@wyborcza.pl. W celu rezygnacji z newslettera, użyj tego linka